Kolejny wpis z cyklu „Gość w dom”. Beata Jurkowicz, doktorantka UKSW o kampanii wyborczej Anny Marii Anders w niedawnych wyborach uzupełniających do Senatu.  

Mandat senatora w wyborach uzupełniających w okręgu nr 59, obejmującym powiaty augustowski, grajewski, kolneński, łomżyński, moniecki, sejneński, suwalski i zambrowski oraz Łomżę i Suwałki, zdobyła kandydatka Prawa i Sprawiedliwości Anna Maria Anders. Od niedawna przewodnicząca Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa oraz pełnomocnik rządu ds. dialogu międzynarodowego, ale opinia publiczna w Polsce nowowybraną panią senator kojarzy przede wszystkim z jej ojcem gen. Władysławem Andersem. Tym bardziej, że jej dotychczasowa aktywność w Polsce koncentrowała się głównie na upamiętnianiu przywódcy bitwy pod Monte Cassino.

Należy również podkreślić, że było to drugie podejście w walce o fotel senatorski. W jesiennych wyborach Anna Maria Anders, mimo że zdobyła trzeci wynik w kraju, w okręgu z którego kandydowała, przegrała z dotychczasową senator PO Barbarą Borys-Damięcką.

Do walki o zwolniony przez Bohdana Paszkowskiego mandat, obok Anders, stanęło jeszcze pięciu kandydatów. Z czego najpoważniejszym konkurentem okazał się polityk PSL Mieczysław Bagiński, jednocześnie popierany przez PO, .Nowoczesną i inne komitety lokalne. Z ramienia swojej partii od kilku kadencji zasiada w sejmiku województwa podlaskiego, a w latach 90. ub. wieku pełnił funkcję wicewojewody i wojewody łomżyńskiego. Region i jego problemy zna doskonale. Pozostali konkurenci Anny Marii Anders również związani są z województwem podlaskim. Dlaczego w takim razie przywieziona w teczce kandydatka, która nie ukrywała nawet, że w odwiedzanych miejscowościach jest po raz pierwszy, a można było odnieść wrażenie, iż pierwszy raz o nich słyszy, wygrała wybory uzupełniające. Zwłaszcza, że prowadzona przez jej sztab kampania była słaba i może być klasycznym przykładem w jaki sposób kampanii wyborczych prowadzić nie należy. Oprócz tego przyszła pani senator nie pojawiła się na dwóch debatach wyborczych zorganizowanych przez Radio Białystok i Oddział TVP w Białymstoku. Oczywiście z marketingowego punktu widzenia jej absencja była jak najbardziej słuszna, albowiem obnażyłaby jej niewiedzę o regionie, z którego kandyduje. Kampania wyborcza była prowadzona wg następującego schematu: spotkania wyborcze, w których zazwyczaj uczestniczyło niewiele osób, otwierał Jarosław Kaczyński, znany z tego, że potrafi przemawiać długo, następnie przekazywał mikrofon Annie Marii Anders, a ta z kolei opowiadała jak wielkim patriotą był jej ojciec, jeśli pojawiły się pytania od wyborców to najczęściej odpowiadali na nie posłowie Prawa i Sprawiedliwości wybrani z województwa podlaskiego. Kandydatka podkreślała, że będzie wspierać budowę dróg i potrzebę współpracy z Polonią. O ile pierwszy postulat ma potencjał, bo drogi w regionie – eufemistycznie rzecz ujmując – do najlepszych nie należą, to drugi brzmiał kuriozalnie, zwłaszcza, że Polonia nie brała udziału w tych wyborach. Anders obiecała też starania na rzecz stałych baz NATO na Suwalszczyźnie. Oprócz tego Jarosław Kaczyński na każdym wiecu wyborczym podkreślał, że kandydatka posiada liczne kontakty międzynarodowe, z których mieszkańcy skorzystają jeśli powierzą jej mandat senatora.

Lokalna społeczność jest bardzo konserwatywna, co sprawia, że Prawo i Sprawiedliwości może liczyć na wysokie poparcie. W ubiegłorocznych wyborach do Senatu partia ta w województwie podlaskim zdobyła wszystkie trzy mandaty. Sukces odniosła również w wyborach do Sejmu. Na PiS zagłosowało 45,38 proc. uprawnionych, w związku z tym ośmiu posłów na 14 to politycy tej partii, a dwóch jest członkami rządu (Krzysztof Jurgiel, Jarosław Zieliński). Także w 2011 roku Prawo i Sprawiedliwość w województwie podlaskim odniosło zwycięstwo, osiągając 36,99 proc. poparcia. Wtedy, mimo wygranej PO w skali kraju, PiS zdobyło sześć mandatów, a PO pięć. Od 2005 roku PiS w regionie wygrywa każde wybory. Dlatego też Anna Maria Anders jako kandydatka Prawa i Sprawiedliwości już na starcie dostała premię za logo PiS. Nazwisko, a tym samym osoba jej ojca, miało znaczenie drugorzędne. Gdyby startowała pod szyldem innej partii, przy tak słabej kampanii wyborczej, ignorowaniu debat w lokalnych mediach i totalnej nieznajomości regionu z którego kandyduje znalazłaby się w końcówce peletonu. Tymczasem Anders zdobyła 30 tys. głosów, a jej główny konkurent Mieczysław Bagiński otrzymał o 4 tys. głosów mniej.

Wbrew temu co mówił prezes Prawa i Sprawiedliwości zwycięstwo wyborcze Anders nie stanowi dowodu poparcia dla „dobrej zmiany”. Po pierwsze z powodu na niskiej frekwencji. Do urn poszło ponad 17 proc. uprawnionych, co oczywiście nie jest zaskoczeniem, bowiem wybory uzupełniające zazwyczaj nie cieszą się dużym zainteresowaniem. Głosowanie odbyło się tylko w okręgu 59, czyli jedynie w części województwa podlaskiego. Po drugie region ten uchodzi za bastion PiS-u, więc niezależnie od okoliczności poparcie dla polityki tej partii jest o wiele większe niż w pozostałych częściach Polski.

Wybory uzupełniające do Senatu były doskonałą okazją do pogłębionej debaty o problemach z jakimi boryka się województwo podlaskie, do których należą m.in. wysokie bezrobocie, słaba infrastruktura, niski poziom usług publicznych. Tymczasem mieszkańcy otrzymali lekcję historii z życia gen. Andersa, którego pamięć senator Anna Maria Anders na pewno będzie kultywować. Natomiast z uczestnictwa w polityce regionalnej wycofała się jeszcze w trakcie kampanii.

Beata Jurkowicz